piątek, 23 stycznia 2009
---> jodhpur
Trase Delhi - Jodhpur pokonam nocnym pociagiem. Klasa 'sleeper', czyli najtansza, ok. 15 zlotych. Predkosc oczywiscie nie porywa - ok. 600 km to 11 godzin jazdy. Za to przynajmniej mozna sie wyspac. Na szczescie, wbrew plotkom nie zauwazylam dotychczas w wagonach karaluchow, myszy czy szczurow. Moze tym razem, he he. Jade sama. W Jodhpurze umowilam sie ze znajomymi amerykanami, ktorych spotkalam w... pociagu do Amritsaru. Pozniej ruszamy razem. Gdzie, dokladnie nie wiadomo :)
czwartek, 22 stycznia 2009
amritsar - klika zdjec
niestety bylo strasznie zimno:
a buty zdjac trzeba:
wsrod miejscowych amatorow kapieli jednak nie brakowalo:
po kapieli czas na posilek. na terenie swiatyni jest darmowa stolowka. jak glosi napis, otwarta dla wszystkich:
po obejrzeniu miasta udalismy sie do attari udowadniajac, ze w samochodzie moze z powodzeniem zmiescic sie 12 osob:
tlok sprawil, ze niektorzy juz prawie zdecydowali sie podrozowac na dachu:
bez wiekszych problemow, choc z niespecjalnie zadowalajacym czasem (35 km - 1.5 godz.!) dotarlismy do attari, o atrakcjach ktorego pare slow ponizej
attari - live show?
Oto obiecane filmy:
- zolnierze cwicza, hindusi sie bawia:
- a to juz defilada:
poniedziałek, 19 stycznia 2009
biurokracja
czwartek, 15 stycznia 2009
ELDIS
(nie)bezpieczenstwo
uciazliwosci zwiazane z bezpieczenstwem (a raczej jego rzekomym brakiem) widac na kazdym kroku. bramki detekcyjne ustawione sa prawie wszedzie, a przed wejsciem do metra, wiekszych sklepow, muzeow, swiatyn, kazdy zostaje dokladnie przeszukany.
środa, 14 stycznia 2009
prawie jak sydney
...ale to nie sydney tylko delhi. to takze nie opera, a swiatynia. swiatynia bahaitow. bahaizm (www.bahai.org) to stosunkowo mloda religia, ktora stara sie laczyc w sobie elementy glownych religii swiata: chrześcijaństwa, hinduizmu, buddyzmu, judaizmu, islamu. wyznaje ja ok. 6 mln osob, w tym 2 mln w indiach.
swiatynia nawiazuje ksztaltem do kwiatu lotosu, symbolizujacego czystosc i duchowa sile. idea swiatyni jest bardzo ladna - chodzi o to, by mogli w niej spotykac sie, modlic, medytowac przedstawiciele roznych wyznan. z tego powodu nie ma w niej zadnych symboli religijnych.
atmosfera nie sprzyja jednak skupieniu i refleksji. na wejscie czeka sie ok. pol godziny. w srodku panuje nieco sztuczna cisza, a po 10 - 15 minutach straznicy-wolontariusze delikatnie wypraszaja "zwiedzajacych" na zewnatrz. pozniej trzeba odczekac kolejne pol godziny na odbior butow (do wiekszosci swiatyn w indiach trzeba wchodzic na boso). kolejka wyglada mniej wiecej tak:
w rezultacie, swiatynia byla dla mnie jedynie sredniociekawa, pozbawiona charakteru atrakcja turystyczna.
wtorek, 13 stycznia 2009
niedziela, 11 stycznia 2009
moje spostrzezenia na sprawy rozne
1. religia - indie sa niezwykle zroznicowanym religijnie krajem. przed przyjazdem wydawalo mi sie, ze spotkac tu mozna jedynie wyznawcow hinduizmu i muzulmanow. Hinduizm jest rzeczywiscie najczesciej praktykowana religia (ok. 80 proc.), jednak mozna zetknac sie rowniez z buddystami, chrzescijanami, sikhami, zoroastrianami, dzinistami czy bahaitami (o tych ostatnich z pewnoscia jeszcze napisze). religia odgrywa bardzo wazna role w zyciu wiekszosci hindusow. tym bardziej niesamowite jest to, ze wyznawcy tak roznych wierzen zyja tu ze soba w zgodzie i tolerancji.
2. malzenstwa - choc to niewiarygodne, aranzowane malzenstwa to w indiach nadal standard, zwlaszcza w mniejszych miastach i na wsiach. na decyzje o slubie najwiekszy wplyw wywieraja rodzice. uczucia nie sa najwazniejsze; liczy sie religia, wyksztalcenie, majatek, no i oczywiscie pochodzenie. zawieranie malzenstw to jeden z obszarow (drugim jest... jedzenie), w ktorym wyraznie ujawnia sie system kastowy - malzenstwa zawierane sa zwykle w ramach jednej kasty. malzenstwa mieszane nadal zdarzaja sie rzadko. swoja droga, ciekawe gdzie w systemie kastowym plasuja sie cudzoziemcy. sadzac po tym, ze przez pierwsze dwa tyg. pobytu dostalam kilka propozycji zamozpojscia, pewnie wysoko.
3.wielopokoleniowe rodziny - rodzina Pankuri, u ktorej spedzilam pierwsza noc w Delhi, liczy bagatela 60 osob. Wszyscy zamieszkuja cztery przylegle do siebie domy, ze wspolnym ogrodem i podworkiem. Tak liczne rodziny nie naleza do rzadkosci. Funkcjonuje bowiem zasada, ze synowie pozostaja w domu rodzicow do konca zycia (to na nich spoczywa obowiazek troski o rodzine), natomiast corki wyprowadzaja sie dopiero po slubie, do domu meza. Coraz czesciej zdarzaja sie odstepstwa od tej tradycji, ale nadal jest ona zywa.
4. sluzba - w wielu domach zatrudnia sie sluzbe - poczawszy od sprzataczek, przez kierowcow, kucharzy i krawcow. bywa, ze sluzba rowniez zatrudnia sluzbe. zwyczaj ten rozpowszechniony jest do tego stopnia, ze nawet naszego mieszkania nie dalo sie wynajac bez sprzataczki.
5. jedzenie - tak jak przypuszczalam Indie są doskonałym miejscem dla wegetarian - wybor dan bezmiesnych jest zdecydowanie wiekszy niz w polsce. Każdy zakątek kraju posiada swoje wyjątkowe potrawy - ja zapoznaje sie na razie z kuchnia polnocy. W zasadzie wszystko mi to smakuje, nie spodziewalam sie jednak, ze potrawy beda tak pikantne! Dosc duzym zaskoczeniem sa dla mnie takze warunki sanitarne - nie przypuszczalam ze bedzie sterylnie, ale jedzenie rekami, nieuzywanie rekawiczek, przygotowywanie dan na zakurzonych ulicach, pakowanie chleba w stare gazety czy niemyte naczynia - to wszystko przeroslo nieco moje wyobrazenia. mimo to, na szczescie, nie nabawilam sie na razie zadnej powazniejszej choroby.
to tyle na dzis. nastepne spostrzezenia juz wkrotce!
czwartek, 8 stycznia 2009
Parkowe popoludnie
Ten malowniczy park jest oaza spokoju - nie ma tu gromad przechodniow, szalonych kierowcow czy kolorowych straganow. Nie slychac gwaru ulicy, a co najwyzej szum wody i spiew ptakow, chocby takich slicznych papug :)
ogrod uwazany jest przez miejscowych za zielone pluca miasta. wg mnie to jedno z niewielu miejsc, gdzie mozna normalnie oddychac, a zielen jest zielona (nie zielonoszara). jak widac ponizej na terenie ogrodow znajduja sie rowniez zabytkowe grobowce, mosty i inne ruiny :)
wtorek, 6 stycznia 2009
ActionAid
Tym razem troche o mojej pracy. Action Aid to miedzynarodowa organizacja pozarzadowa, ktorej glownym celem jest ograniczanie ubostwa. Dziala ona w kilkudziesieciu krajach Azjii, Ameryki i Afryki. Wiecej mozecie przeczytac na www.actionaid.org
Moje biuro znajduje sie w Saket, w poludniowej czesci
W biurze w Saket jest nas niewiele - ok. 10 osob. Sami delhijczycy :) Ja wlaczylam sie w prace demokratycznego rzadzenia. Wspolpracuje z Nini, socjolozka z U. Delhi.
Mam szczescie, bo w mojej pracy kolezenska, "demokratyczna" ;) atmosfera, co - sadzac po opiniach znajomych - nie jest specjalnie czeste w indiach.
Co do moich zadan tutaj, w tej chwili pracuje nad materialami informacyjno- edukacyjnymi, dla NGOsow zajmujacych sie wlaczaniem obywateli w prace nad lokalnymi budeztami, analizami budzetow itp. W przyszlym tygodniu wyjezdzam do Rajastanu (Jaipur, Mt.Abu ) na peer review meeting :) w tej kwestii. Zapowiada sie wiec interesujaco!
niedziela, 4 stycznia 2009
chandigarh
Glowna atrakcja Chandigarh jest Ogrod Skalny. Na terenie 1.6 ha, wsrod wodospadow, alejek, pagorkow mozna znalezc roznorodne rzezby i budowle zbudowane ze zuzytych materialow (papieru, puszek, ceramiki, bezpiecznikow, butelek, itp.). mistrzostwo recyclingu!
Kilka zdjec z ogrodu ponizej:
dzien bez klaksonu
piątek, 2 stycznia 2009
nowy rok na nowym kontynencie
juz pierwsze dni byly pelne wrazen. tlok i gwar przerazaja, zwlaszcza zasady ruchu, a raczej ich brak. choc w teorii ruch jest lewostronny, w praktyce riksze, motocykle, krowy, auta i ciezarowki przepychaja sie po calej szerokosci drogi. zdaje sie tez, ze hindusi czesciej niz hamulca uzywaja klaksonu. bywa to uciazliwe, zwlaszcza w nocy, ale powoli sie przyzwyczajam do halasu.
dzis rozpoczelam praktyke w ActionAid. zostaje tu do konca lutego. pracuje w dziale "demokratycznego rzadzenia". o tym, czym bede zajmowac sie dokladnie, opowiem w kolejnym poscie. wkrotce tez pierwsze zdjecia.
